Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Konsekwencje bycia wytrwałym w sprawie honorowej.
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum JAWA 50 i OGAR 200 FORUM Strona Główna -> Pogawędki
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
xiang
Wymiatacz
Wymiatacz



Dołączył: 22 Paź 2008
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 15:59, 23 Gru 2009    Temat postu: Konsekwencje bycia wytrwałym w sprawie honorowej.

Witajcie ludziska! Wróciłem do naszego forum, do najlepszego miejsca w całym Internecie. Dlaczego opuściłem was na prawie 5 miesięcy? Temat na dobrą książkę. Cofnijmy się w czasie do maja 2009 roku, do czasu matur. Maturę ogólnie zdałem bardzo dobrze, zmaturą i egzaminem zawodowym poszło mi dokładnie tak jak to sobie zaplanowałem. Pamiętam nawet jak któregoś dnia zaraz po zdaniu matury ustnej z J. Polskiego dzieliłem się z Wami radością w shoutboxie, (zdałem 20 pkt na 20), napisałem to, a PatrickM napisał "zawsze mogło być lepiej" , (pamiętam jakby to było wczoraj i PatrickowiM gratuluję niebanalnego poczucia humoru). Matura i egzamin zawodowy poszły mi świetnie. Na tyle, żeby bez najmniejszych problemów dostać się na wymarzony kierunek studiów - Mechanika i Budowa Maszyn. Przez całe wakacje włóczyłem się po całej Polsce za pracą. Bywały okresy, że pracowałem przez 3 tygodnie po 12 h na dobę. Wszystko po to by zarobić pieniądze na prawo jazdy. Po maturze zostałem bez grosza, potrzebne mi było 2000 złotych. Wiadomo, cały kurs, opłacenie egzaminów, na każdym kroku jakaś opłata, koszty dojazdu, koszty życia, (nie było się co oszukiwać, jak się gdzieś pojedzie to coś trzeba jeść, mieć jakieś środki do życia). W domu był wielki problem z rodzicami, bo jak ja im powiedziałem, że przez całe wakacje mnie nie będzie w domu, że nie będzie dwóch rąk do pracy w gospodarstwie, musieli jakoś sami dawać sobie radę z tym wszystkim. Pracowałem przy wszystkim; w tartaku, w rzeźni, najwięcej na budowie. Od połowy czerwca nonstop harówa. Zobaczyłem co to znaczy żyć na własną rękę, być samowystarczalnym. Dawałem z siebie wszystko, inni to zauważali, dobrze zarabiałem, dawali premie. Wykonywałem zawsze najprostszą i najcięższą robotę. Nie umiałem murować, nie byłem żadnym majstrem, (a tacy nota bene zarabiają najwięcej), byłem najzwyklejszym zapiexdalaczem od wszystkiego. Drugiego sierpnia poleciałem do Niemiec, do Frankfurtu. Znalazłem ogłoszenie, wsiadłem w samolot, sam trafiłem na podany adres. Praca była wyniszczająca. Pobudka 07:00, fajrant 20:00. Pracowałem przy dociepleniach, moim zadaniem było mieszanie kleju greinplast i noszenie go na rusztowanie. Na wszystkie piętra, od parteru po piąte. To był zdecydowanie najcięższy okres w całym moim życiu. Pracowałem cały czas na pełnych obrotach. Nawet dzisiaj gdy o tym piszę, bolą mnie mięśnie ramion. Cały czas dwa wiadra kleju greinplast i po drabinach na górę na rusztowanie. Cały czas "schneller!, schneller!" i tak przez 13 godzin. Nie chcę wam się chwalić jaki to ja silny nie jestem, jakie ciężkie prace wykonywałem, jaki to wytrzymały, ilto godzin na dobę nie przepracowywałem. I tak jesteśmy na forum anonimowi, nie ma co komu udowadniać, kto lepszy. Ale uwierzcie mi, że ta praca jaką wykonywałem była o wiele za ciężka nawet dla mnie - 81kg 20lat 172cm. Byłem świadomy, że wyniszczam swój organizm taką katorżniczą pracą , ale zarabiałem nieźle więc dalej się męczyłem. Pieniądze były mi potrzebne na prawko. Miałem już zarobione te 2000zł na prawo jazdy, ale do zakończenia robót we Frankfurcie pozostał niecały tydzień, więc zdecydowałem się zostać pomimo tak zwierzęcych warunków, (zapomniałem dodać, że w Niemczec spałem w szopie na kostkach słomy przykrytych szmatami). Dwa dni padał obfity deszcz, tak więc pracodawca dał wszystkim przymusowy urlop. Większość czasu przespałem. Gdy desz się skończył wróciliśmy do pracy. I wtedy zdarzył się mój okropny wypadek. Namoknięte deski nie wytrzymały mojego ciężaru. Spadłem z trzeciego piętra na ziemię. Gdy się obudziłem z omdlenia leżałem w szopie i czułem jak mnie strasznie bolą żebra. Oddychanie sprawiało mi ogromną trudność. Nie mogłem normalnie mówić, leżeć, przełykać śliny. Gdy zdjąłem podkoszulek i robiłem wdech lub wydech widziałem, że klatka piersiowa wygina mi się w nienaturalny sposób. Przybiegł zaraz właściciel budowy, Obermester. Wypłacił mi uczciwie i dał do zrozumienia, że mam natychmiast wracać do kraju i nic nikomu nie mówić. Był 26 sierpnia. Spakowali moje rzeczy, pomogli mi się ubrać w czyste ubranie,(jedyne jakie miałem). Obermester zawiózł mnie Corollą pod lotnisko, załatwił formalności. Starałem się ukrywać ból, i nie krzywić twarzy. Przed pożegnaniem dał mi jakieś tabletki, ale wyrzuciłem je, bo się bałem. Któregoś dnia u niedalekich sąsiadów Obermestera znaleźli fabrykę heroiny, pamiętam masę wozów Polizei. Po robocie majstryu pokazywali sobie jakąś lokalną gazetkę w której był napis: "...coś tam.. heroin.. coś.." i pod spodem fotografia w której w tle było widać remontowany budynek. Wyrzuciłem te tabletki bo bałem się, że to jakieś gówno. Gdy tylko samolot wylądował obczaiłem pociągi do domu. Gdy tylko dojechałem poszedłem do szpitala i powiedziałem, że spadłem z drzewa. Lekarz powiedział, że to nie jest szczególnie groźne złamanie żeber, ale trudno siędziwić że bolesne, bo kawałek żebra wbił się w głąb klatki piersiowej w płuco. Powiedzieli mi też, że miałem dużo szczęścia, że obojczyk wytrzymał. Po tygodniu wyszedłem ze szpitala i czułem się całkiem nieźle. Miałem na klacie usztywniacz. Mogłem wreszcie bez problemu oddychać i robić proste czynności. Zarobione dodatkowo pieniądze się przydały, musiałem sobie załatwić zaświadczenie lekarskie do prawa jazdy. Zapisałem się w ośrodku, ustaliłem sobie jazdy dzień w dzień przez 11 dni, i potem egzamin. Miałem mało czasu. 30-go września było rozpoczęcie roku na studiach, a mój egzamin był 19 września. I tak właśnie doszliśmy do sedna sprawy, o której tak bardzo chcę Was poinformować. Wpadłem w jakąś dziwną psychologiczną obsesję na temat prawa jazdy. Przez cały czas w robocie myślałem o tym i tylko o tym, że ja się tak męcze po to, by mieć to upragnione prawo jazdy. Przez całe wakacje powtarzałem wszystkim : "Zebym się zesrał, będe miał to prawo jazdy, będę miał" . Po za tym w ogóle moim celem było to, aby przez wakacje zarobić i zdać prawko. Całe moje szczęście uzależniałem tylko od tej jednej sprawy. cały mój świat koncentrował się tylko wokół jednego. Przyżekłem sobie, że odmawiam sobie wszystkich niepotrzebnych przyjemności. I tak postanowiłem sobie, że nie będę grał na komputerze do momentu aż zdam, nie będę pił piwa aż zdam, że nie będę uprawiał seksu ani zadawał się z dziewczynami aż zdam, że nie kupię sobie zadnego nowego ubrania do momentu aż zdam, oraz, że nie będę jeździł na Jawce i wchodził na forum Jawa 50 do momentu az nie zdam egzaminu na prawo jazdy. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Wszyscy mi mówili daj sobie spokój, co ty odpierxxxlasz, xxuj z tym prawkiem co ty w ogóle sobie nawymyślałeś? ; ale ja byłem twardy jak skała. Podjąłem męską decyzję, obiecałem sobie, że dotrwam. W międzyczasie dowiedziałem się, żę zostałem przyjęty na studia takie jakie chciałem - Mechanika i Budowa Maszyn. Codziennie miałem jazdy za kierownicą "L" . Jak chyba każdy początkujący musiałem zobaczyć jak to wszystko wygląda z perspektywy kierującego, musiałem sam wszystko obczaić, nie raz mi samochód zgasł. Ale bardzo szybko się nauczyłem, nabrałem wprawy w ruchu miejskim, nabrałem podzielności uwagi, zebrałem dużo pochwał od instruktora, że "bardzo szybko się uczę" . Nadeszła pora egzaminu na prawo jazdy, na coś od czego uzależniałem całe swoje szczęście. Nie byłem zestresowany a wręcz przeciwnie - byłem wyluzowany, spokojny, optymistycznie nastawiony, i pewny siebie. Egzamin teoretyczny poszedł mi szybciutko, zdałem bez ani jednego błędu. Po za tym testy były łatwe. W koncu wywołali mnie do egzaminu praktycznego, czyli do jazdy po mieście. Plac zaliczyłem bez żadnych większych problemów, łuk i wzniesienie poszły mi dość szybko. Wyjechałem na miasto, pojeździłem około 20 minut i egzaminator zarzucił mi wymuszenie. Miałem skręcać w lewo, dojeżdżam do lini "STOP". Z naprzeciwka ktoś był daleko i jechał dość wolno, (jakiś biały samochód), więc ja dałem jedynkę i śmignąłem szybciutko. Na tyle szybko, że on na pewno nie musiał hamować. A egzaminator to wykorzystał, powiedział, że egzamin jest niezaliczony, bo ja wymusiłem pierwszeństwo. Kazał mi się przesiąść i zawiózł mnie do ośrodka. Całą drogę powrotną wymądrzał sie jaka to ja gapę nie popełniłem, jakie ogromne zagrożenie dla ruchu drogowego spowodowałem, że gdyby tamten z naprzeciwka chciał, to mógłby dać pełen gaz bi może jeszcze zdążyłby mnie uderzyć przodem i wtedy pan odpowiada, bo on miał pierwszeństwo a pan mu je wymusił, gdyby tylko chciał, i gdyby tylko zdążył mógłby pana legalnie puknąć, bo pan przeciął jego pas ruchu. I niech mi pan teraz sam powie: czy piwinienem panu zaliczyć ten egzamin? Powiedziałem mu, że był bezpieczny odstęp, a on na to " W tej sytuacji nie ma o czym mówić, a jeśli chodzi o bezpieczny odstęp, to pan powinien go trzymać od jakiegokolwiek pojazdu mechanicznego". - tak powiedział. Byłem pewien, że nawet gdyby ten biały samochód miał nitro pod maska, i celowo go użył, to i tak nie zdążyłby skolidować ze mną. Ale zdanie egzaminatora było ważniejsze. Zawiózł mnie na plac pełen ludzi, wszyscy widzieli, że nie zdałem. Gdy zamykałem drzwi, powiedziałem głośnio : " I tak ci xxuju laski nie zrobię" , w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego wszyscy zahuczeli śmiechem. Nie wysiadł z samochodu przy wszystkich, tylko pojechał aż za plac manewrowy i wszedł tylnymi drzwiami. Byłem zrozpaczony. Przez całe dnie nie miałem nawet ochoty wychodzić z łóżka. Nonstop leżałem i albo gapiłem się w sufit, albo rozwiązywałem krzyżówki. Wychodziłem ze swojego pokoju tylko do łazienki i kuchni. Gdy w niedzielę poszedłem do kościoła, i widziałem w nim stare babki, pomyślałem sobie, że fajnie byłoby mieć 80 lat i myśleć tylko o śmierci. Miałem totalnego doła. Drugi egzamin miałem 29 sierpnia. Chciałem ustalić najszybciej jak tylko było to możliwe, i okazało się że ktoś zrezygnował, więc od razu wstrzeliłem sie w jego miejsce. I nasrtępnego egzaminu sytuacja dosłownie sie powtórzyła: taka sama sytuacja w innym miejscu. Skręt w lewo, z daleka coś nadjeżdża. Jedzie powoli, więc ja wykorzystuję sytuację, by nie korkować za sobą jezdni, tym bardziej, że ruszyłem dość płynniw i energicznie, iszybko uciekłem ze skrzyżowania. A egzaminator dalej swoje. Grubas piepxxxony. Po egzaminie pojechałem do domu, i następnego dnia pojechałem do Stalowej Woli na studia. Rozpakowałem się w akademiku. Rozpocząłem studiowanie, rozpocząłem nowe życie. Możecie sobie wyobrazić w jakim nastroju. W akademiku zyskałem opinię totalnego ponuraka i sztywniaka. Zewsząd słyszałem : "stary olej to prawko, daj se spokój, chodź na piwo, życie ci spier..." . Ale ja nie mogłem. Pamiętałem obietnicę. Tak strasznie chciałem jeździć Jawką a nie mogłem. dawniej, gdy nie chodziłem nigdzie do roboty i nie robiłem prawka Jawa 50 działała na mnie uspokajająco. Zawsze gdy miałem kiepski humor, gdy mnie ktoś czymś zdenerwował , szedłem do garażu, brałem moją Jawkę, odpalałem, jechałem gdzieś na pola, opierałem motor o drzewo, gasiłem silnik i siadałem na ziemi. Gapiłem się w pola i mi przechodziło. teraz brakowało mi tego okropnie. Tak się właśnie zaczął maraton przez prawo jazdy. Wielka wojna Ja - kontra - Wojewódzki Ośrodek Ruchu drogowego WORD. I tak dryfowałem pomiędzy melancholijnym zamuleniem, a powolnym życiem. Ustaliłem sobie treci egzamin. Na placu wszystko ok, pojeździłem po mieście, wróciłem do wordu, a egzaminator (ten sam co poprzednio) powiedział, że trzymałem w nieodpowiedni sposób ręce na kierownicy. Gdy mi obroty rosły, puszczałem kierownicę prawą ręką, i dawałem sobue ją na dźwignię zmiany biegów, żeby sama zmiana biegu trwała jak najkrócej. Egzaminator to wypatrzył i wykorzystał. Byłem u kresu wyczerpania psychofizycznego. Na studiach wszyscy wierdzieli, że nieziemsko przejmuję się prawkiem, i kompletnie nie rozumieli dlaczego tak strasznie biore to do siebie. Jest taki przepis, który mówi, że jak oblewamy 3 kolejne egzaminy, to musimy dokupić dodatkowo 5 godzin jazd doszkalających. Musiałem te godziny dokupić, jeździłem z tym samym instruktorem co zawsze. Mówił mi, że nie rozumie dlaczego ja oblałem aż trzy egzaminy. Nie powiedziałem mu o tym wybryku z egzaminatorem. Gdy wyjeździłem te 5 godzin dostałem zaświadczenie, które umożliwiało mi ustalenie kolejnego (czwartego) egzaminu. Tak jak zawsze byłem dobrej myśli, nie byłem zestresowany, jeździłem po mieście, jeździłem z tym grubasem, aż w końcu mnie oblał. Ale na czym! tak urojone wykroczenie trudno sobie nawet wyobrazić. Zarzucił mi, że zatrzymałe się w zbyt małej odległości od poprzedzającego samochodu. Przed skrzyżowaniem zrobił się mały korek, co chwila hamowałem i ruszałem i tak na przemian. I za którymś razem zatrzymałem się tak, że widziałem cały tył samochodu, rure wydechowa, i kawałeczki opon. A egzaminator: czy pan wie co to oznacza? Odpowiedziałem spokojnie: Oznacza to, że czekam, az mi Escort zrobi miejsce do kontynuowania jazdy. A ten od razu, że zatrzymałem się za blisko, że on się może cofnąć przy ruszaniu, i ble ble ble i egzamin oblany. Odledłość na moje oko wynosiła około 1,5 m. Byłem zrozpaczony. Miałem wrażenie, że moja jazda w żaden sposób nie mpływa na przebieg egzaminu; że cały czas płacę za to, co zrobiłem po tym, gdy mnie pierwszy raz oblał, gdy go upokorzyłem. Na studiach szło mi dobrze. Uczenie się dawało czasami odskocznię od rzeczywistości. Ustaliłem piąty egzamin. Czas płynął jak benzyna w wężyku. Jesienna brzydka pogoda. Nic nie miało dla mnie sensu. Odliczałemm tylko dni do kolejnego egzaminu. Piąty raz miałem tego samego egzaminatora. I sytuacja się powtarza. Plac ok, szybko zaliczyłem łuk i wzniesienie i jedziemy na miasto. Oblał mnie po 5-ciu minutach. Posłuchajcie uważnie na czym: otóz jechałem czteropasmówką i kazał mi zawracać. Dałem sobie kierunkowskaz, zająłem lewy pas, wjechałem na przewężenie dlas zawracających, przepuściłem wszystkich i pojechałem. egzaminator kazał mi zjechać w boczną uliczkę i zaparkować. Powiedział, ze za szybko zjecjałem na lewy pas, i egzamin jest niezaliczony. "Gdyby pan zmienił pas ruchu 2, lub 3 metry dalej, poczekał te pół sekundy mógłbym to przyjąć, no ale takie coś? No proszę pana... I znowu przesiadka i powrót do WORDU. Egzaminator był taki uśmiechniety gdy wracał do swojego pmieszczenia... Miałem problem z pieniędzmi. Całą swoją kasę wpakowałem w prawo jazdy. Rodzice dawali mi pieniądze na akademik, na życie, ale o wyrzucaniu kasy w błoto nie było mowy. Nie miałem nawet pieniędzy żeby ustalić sobie kolejny egzamin, a co dopiero na wyjazd. Jednakże rodzice mieli jeszcze jakieś zaskórniaki, i poratowali mnie w tej sytuacji. Nie miałem nawet kasy, żeby zjechać do domu na weekend. Musiałem po całym pociągu uciekać przed konduktorką. Szóstego egzaminu nie mogłem oblać. Nie dość, że rodzice rali mi swoje ostatnie pieniądze, to jeszcze po kolejnych trzech oblanych egzaminach musiałbym dodatkowo dokupywać 5 godzin doszkalających. Tylko osoba, która dobrze prowadzi samochód, i która jest oblewana za urojone błędy jest w stanie zrozumieć co czułem. To bardzo nieprzyjemne jeśli ty wiesz, że jeździsz bardzo dobrze, wiesz, że jak dostaniesz prawko, to nie będziesz miał obaw, by wyjechać w trasę, jeśli wiesz, że sobie radzisz w ruchu miejskim, a egzaminator zawsze znajduje jakąś pierdołkę, żeby ci dosrać, żeby tylko oblać, żeby ci udowodnić, że nie umiesz. I wracasz do rodzinnej miejscowości, do wsi, w której wszyscy wiedzą, że robisz prawko, i tłumaczysz się, że znowu nie zdałeś , znowu mnie na tym i na tym oblali, enty z kolei już raz, i słyszysz od wszystkich "kiedy ty w końcu to zdasz, ty nie umiesz jeździć, ja zdałem za pierwszym, za drugim razem....". Nie macie pojęcia jak to ambicje truje. Trudno sobie wyobrazić jak bardzo można skrzywdzić drugiego człowieka. Szósty egzamin oblałem. Historia ta sama. Plac zaliczony, wyjeżdżam na miasto, jeżdżę i jeżdżę i ciach. Niezachowanie bezpiecznego odstępu przy wymijaniu. Tir stał na awaryjnych w taki sposób, że trzeba było maksymalnie zjechać na lewo do krawężnika, żeby go ominąć. I ja tak zrobiłem, i zaraz po tym egzaminator kazał mi się zatrzymać na poboczu i przesiąść się. W drodze powrotnej mówił mi, że zachowanie metrowego odstępu było praktycznie niemożliwe, no ale trudno". Powiedziałem mu, że jadący przede mną samjochód w ten sam sposób go wyminął, i miał jeszcze mniejszy odstęp, i nie stworzył zagrożenia dla ruchu drogowego. A on na to: wiele osób łamie przepisy ruchu drogowego, jeśli pan będzie je łamał, jestem zmuszony przerwać panski egzamin. Czy ma pan jeszcze jakieś pytania? Siedziałem cicho. Miałem ochotę go zasypać piaskiem, albo ugotować żywcem. Znalazłem się w sytuacji bez wyjścia. Żeby ustalić sobie kolejny termin egzaminu musiałbym dokupić 5 godzin. 200zł +115zł za egzamin. do tegp koszty dojazdu i inne. Pomyślałem wtedy, że u tego egzaminatora nigdy nie zdam, przez to, że mu tak pojechałem przy pierwszym oblanym egzaminie. Zastanawiałem się nad przeniesieniem do innego osrodka szkoleniowego i egzaminacyjnego. Perspektywa zaczynania wszystkiego od nowa w innym ośrodku i w innym mieście to nic dobrego. Zdecydowałem wspólnie z rodzicami, ze epiej dokupić te 5 godzin, i próbować dokończyć dzieło w Przemyślu. Pieniądze, które miały pójść na zapłacenie za akademik wydałem na prawko. Sprzedałem u jubilera mój srebrny łańcuch za 230 złotych. Nie było mi go szkoda, bo itak mi się nie podobał, a pieniądze były mi pilnie potrzebne. Wyjeździłem te 5 godzin i ustaliłem na 18 grudnia egzamin. I po raz kolejny (siódmy) miałem tego samego egzaminatora. Na łuku troszkę się zagapiłem, i o mały włos nie uderzyłem w słupek, ale w ostatniej chwili udało mi się wykręcic i zmieściłem się. Wyjeżdżam na miasto. Egzamin zacząłem o 08:36. Jeździłem i jeździłem po całym mieście, wpuszczał mnie w takie dziwne miejsca na samych obrzeżach miasta, w 30% miejsc byłem po raz pierwszy, musiałem wszystko samemu obczajać, co gdzie i jak. przemyśl jest jednak dużo większym miastem niż mi sie kiedykolwiek wydawało. tego dnia spadło trochę sniegu, 4 - 5cm. Było bardzo ślisko i po prostu bałem się jeździc. Ruch drogowy był bardzo spowolniony, więc egzaminatorzy nie mogli zarzucać kursantom braku dynamiki jazdy, bo każdy musiał sie dostosować do innych. Mi nawet było dobrze robić wszystko w spowolnionym tempie. Jechaliśmy jednokierunkową i kazał mi zrobić parkowanie równoległe wjazd tyłem wyjazd przodem. Zaraz obok miejsca, w którym miałem zaparkować była rynna z której kapała woda i zrobiło sie małe lodowisko. Okropnie się bałem tam wjeżdżać, ale tak chciał egzaminator. Nadszadł moment krytyczny. dałem kierunkowskaz i cofam sobie na pełnym skręcie i patrzę w lusterko, aż mi klamka dojdzie do krawężnika, i wtedy tył samochodu mi się śliznął. wystraszony skręciłem koła w drugą stronę, i samochód tak fajnie wśliznął się w to miejsce. Później tylko dałem sobie jedynkę i dorównałem do krawężnika. Zaciągnąłem reczny i drżałem tylko co egzaminator powie. Ten się porozglądał: prosze wyjeżdżać. Odetchnąłem z ulgą. gdy tylko samochód zaczął mi się ślizgać to pomyślałem w jednej chwili, ze oblałem. Ale udało się. Zauważyłem, że egzaminator prowadzi mnie w rejony coraz to bliżej WORDu. Nic dziwnego, bo jeździłem już dość długo. Gdy byłem jakieś 0,5 km od wordu na drodze była postawiona jakaś przyczepa. Ominąłem ją normalnie, z kierunkowskazami, i wróciłem na swój pas, a egzaminator: ojojojoj! co pan robi! Dlaczego pan tak gwałtownie wraca na swój pas? Przecież lewy pas był wolny na całej widoczności, proszę jechąć prosto, nie zjeżdżać do WORDu, pojedzie pan dalej, tam przy tym wjeździe pan zawróci, pojedziemy naokoło, i zrobi pan ten manewr jeszcze raz. Już zupełnie nie wiedziałem co jest grane. Normalnie zjechałem na prawo z kirunkowskazem. Myślałem, że od razu zjadę do wordu i zdam bez żadnych dodatkowych komplikacji. Żadnych innych błędów mi nie znalazł. Gdy przejeżdżałem przez to miejsce jeszcze raz, tej przyczepy już tam nie było. Kazał mi zjechać na teren ośrodka. Zaparkowałem w dokładnie tym samym miejscu, w którym wcześniej stał. zgasiłem samochód. Egzaminator wypisywał mi kartę, i powiedział: bardzo nie podobała mi się pańska jazda, zdecydowana i chaotyczna jednocześnie, popełnił pan błąd przy omijaniu, ale nie zauważyłem większych wykroczeń, więc jestem zmuszony zadecydować o pozytywnym wyniku pańskiego egzaminu ". Mój przypływ euforii był kontrolowany. Zrozumiałem, że muszę mu się odwdzięczyć za te sześć oblanych egzaminów. On wyszedł pierwszy a ja się pakowałem. Zaciągnąłem się porządnie naplułem mu obficie na przednią szybę zielonkawą flegmą. Wysiadłem i drzwi zostawiłem otwarte. Zauważył to, i wrzasnął do mnie "prosze zmykać drzwi" , a ja na cały głos odszczeknąłem : Sam się kurxxa zamknij! Wszyscy kursanci którzy siedzieli na ławeczkach parsknęli śmiechem. Poszedłem na dworzec, obczaiłem powrót. Wróciłem do akademika (pijany jak świnia, kupiłem sobie wino sophia i wypiłem w pociągu na 4 razy zapijając kranówą). Odblokowałem się psychicznie w jednej chwili. W akademiku wszyscy zauważyli, że zmieniłem się o 180 stopni. Czułem się jak nowonarodzony, tryskałem energią. Wczoraj wieczorem zjechałem do domu jak najszczęśliwszy człowiek na kuli ziemskiej. wszystko wróciło do normy. Zdałem prawko, jestem na studiach, i co najważniejsze - znów będę śmigał Jawką. W relacjach Ja - Jawa 50 pomimo zdania prawa jazdy nic się nie zmieni. na pewno kupię sobie jakieś autko, ale jawki nie sprzedam nigdy. Jazda samochodem, naet niewiadomo jakim nie jest w stanie dać mi tej radości jaką daje mi ujeżdżanie Jawy. za kierownicą samochodu czuję się jak przed komputerem. Zero emocji. Wszystko wróciło do normy.

Na dobrą sprawę to nawet teraz myślę o zakupie jakiegoś malucha lub cc700, ale jestem święcie przekonany, że Jawka nigdy nie zmieni właściciela. Nie potafiłbym wytrzymać swiadomości, że ktoś na niej jęździ, katuje ją. To miłość na całe życie. Nie macie pojęcia ile jej zawdzieczam. Na dobrą sprawę to właśnie Jawka miała największy wpływ na całe moje życie. To dzięki godzinom i całym dniom spędzonych w garażu zrozumiałem, że moim powołaniem nie jest ekonomia i bankowość i zdecydowałem się studiować Mechanikę, i jej poświęcić przyszłe życie i karierę, pomimo tego, że ukończyłem technikum ekonomiczne.

Przepraszam, że tak się rozpisałem, po prostu chciałem Wam napisać jak to na prawdę ze mną było, zeby nikt nier myślał, że olałem sobie Jawopasję i teraz wracam. Pozdrawiam wszystkich użytkowników Jawa 50 Forum i życzę wesołych świąt!!! Niech Wam Jawki i Ogarki chodzą zawsze jak zegarki!!!
Xiang.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
macq
Emerytowany Moderator
Emerytowany Moderator



Dołączył: 05 Lip 2006
Posty: 3317
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 132 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Rzeszów

PostWysłany: Śro 16:29, 23 Gru 2009    Temat postu:

Siemasz stary!
Przeczytałem Twojego posta od dechy do dechy. Masz kurna niefart. Przynam, że popełniłeś parę poważnych błędów. Po pierwsze nie ubliża się nikomu dopóki się nie dostanie prawka. Trzeba trzymać język za zębami i tyle. Po drugie dałeś się robić w konia. Można się odwołać od wyniku egzaminu w terminie 2 tygodni. Gdy prawdą jest to, co piszesz, to dostałbyś zwrot kasy i skierowaliby Cię na egzamin za darmo. W rzeszowie była taka sytuacja, baba jechała dość kiepsko, ale egzaminator używał niezbyt ładnych słów w stosunku do niej. Babka to zgłosiła i zrobiła się afera na cały Rzeszów. Żaden egzaminator w naszym WORD'dzie nie ośmiela się skakać do kursanta.

No ale najważniejsze, że masz już prawko i zalewasz pałę w akademikach Wink Najlepszego życzę i jak będziesz kiedyś w Rzeszowie to z chęcią zapraszam na piwo Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Profi
Moderator
Moderator



Dołączył: 21 Maj 2006
Posty: 2167
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 68 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Ozimek/Gliwice

PostWysłany: Śro 16:35, 23 Gru 2009    Temat postu:

ciesze się, ze w końcu Ci się udało, faktycznie ch*je z nich, ale co poradzisz, ja po dojechaniu do wordu miałem 20 minutową pogadankę. co do kierunku studiów, wybieram ten sam, ciesze się, ze wróciłeś

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bazalt
Moderator
Moderator



Dołączył: 21 Kwi 2008
Posty: 2157
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 64 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Jelenia Góra

PostWysłany: Śro 16:43, 23 Gru 2009    Temat postu:

Witam ;d trochę przegiąłeś z tą laską xD ale najważniejsze że masz prawko Smile
Ile Cię to wszystko wyniosło..?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
xiang
Wymiatacz
Wymiatacz



Dołączył: 22 Paź 2008
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 17:26, 23 Gru 2009    Temat postu:

No więc tak:
Macq : Masz rację. Poniosło mnie i musiałem jakoś rozładować energię. Sam się sobie teraz dziwię, że na poczekaniu wymyśliłem takie coś i odważyłem sie to powiedzieć na głos. Co do zgłoszenia i odwołania to nasłuchałem się legend o tym jak to egzaminatorzy bardziej dosłownie mówili do kursantów. Ale nie powinienem był wierzyć we wszystko co słyszałem. Co do piwa to na prawdę bardzo chętnie. Pierwotnie miałem studiować w Rzeszowie, ale Stalowa Wola jest tańsza. Jestem gotów celowo pojechać do Rzeszowa po to i tylko po to, by wlać w gardło złocisty napój w Twoim towarzychu.
Profi - Dobrze kombinujesz stary! Za 4 lata Inżynier mechanik będzie bardzo poszukiwany w naszym kraju.
Bazalt - Przegiąłem i to osto. na prawko wydałem około 4000zl. a normalnie kosztuje 1600zł. Żebra i nerwy nie mają ceny.

Minęło tyle czasu ale ja nie zostałem wymazany z historii tego forum. Potrafię to docenić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Piotrek1818
Wymiatacz
Wymiatacz



Dołączył: 13 Kwi 2009
Posty: 1165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 27 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Olsztyn (okolice;Gryzliny)

PostWysłany: Śro 18:03, 23 Gru 2009    Temat postu:

Trochę zajęło mi czasu przeczytanie. Współczuje takiej sytuacji. Moja siostra jeździ jak jeździ, ale zdała za 2 razem bo miała lepszego egzaminatora. Znajomy mamy, wiadomo, że łaskawiej spojrzy. Wykazałeś się wewnętrzną siłą i mocnym dążeniem do celu. Tylko podziwiać wytrwałość Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
macq
Emerytowany Moderator
Emerytowany Moderator



Dołączył: 05 Lip 2006
Posty: 3317
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 132 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Rzeszów

PostWysłany: Śro 18:09, 23 Gru 2009    Temat postu:

Ty jesteś z horyńca? Tak pytam, bo część swoich wakacji tam spędziłem, a nawet utopiłem się autem na jakimś polu Wink

Tak wracając do tematu, to takie akcje czynią Cię `gruboskórnym` i dzięki temu byle pierdoła Cię z nóg nie zwali. Dotąd myśłałem, że tacy ludzie jak Ty istnieją głównie w książkach. Nie ukrywam, że nie rozumiem po co aż tak umartwiałeś się prawkiem, ale nie jestem w Twojej skórze Wink Teraz życzę dorobienia się czterech kółek i bezwypadkowej jazdy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
LoKo994
Wymiatacz
Wymiatacz



Dołączył: 04 Maj 2009
Posty: 1080
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 29 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Oborniki WLKP

PostWysłany: Śro 18:49, 23 Gru 2009    Temat postu:

No to miałeś nie zaciekawie Exclamation Jak mnie by się egzaminator dopieprzył o takie gówno jakie tobie to bym mu powiedział jeszcze bardziej zrozumiale niż ty Razz A poyem oczywiście się odwołał do wyniku.
Ale dobrze, że w końcu zdałeś.
Ja na A1 ide w marcu i mam nadzieje, że tak nie będzie Very Happy
Pzdr


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
xiang
Wymiatacz
Wymiatacz



Dołączył: 22 Paź 2008
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 19:00, 23 Gru 2009    Temat postu:

macq napisał:
Ty jesteś z horyńca? Tak pytam, bo część swoich wakacji tam spędziłem, a nawet utopiłem się autem na jakimś polu Wink

Tak wracając do tematu, to takie akcje czynią Cię `gruboskórnym` i dzięki temu byle pierdoła Cię z nóg nie zwali. Dotąd myśłałem, że tacy ludzie jak Ty istnieją głównie w książkach. Nie ukrywam, że nie rozumiem po co aż tak umartwiałeś się prawkiem, ale nie jestem w Twojej skórze Wink Teraz życzę dorobienia się czterech kółek i bezwypadkowej jazdy.





Dzięki. Jestem z Horyńca, 114 km od Rzeszowa w lini kolejowej; nie zaś prostej, ale podobnej. Gdy patrzę na to wszystko z perspektywy czasu to rzeczywiście dochodzi do mnie, to że nie warto było się aż tak strasznie martwić tym prawkiem. Gdybym nie zdał to miałbym takie zjexxne święta... Równie dobrze mogłem zginąć lub zostać kaleką do końca życia po wypadku we Frankfurcie. wtedy nie miałbym ani prawka, ani studiów, ani jazdy na Jawie50. 28-go grudnia będzie prawko do odebrania. Wszystkim powiedziałem, że nie będę kierowcą na sylwestra, a po pijanemu nie będę prowadził.




TO USE OPTION EDIT



EDIT: Chyba jestem rekordzistą, jeśli chodzi o długość postu. LoKo994- na A1 ponoć bardzo łatwo się zdaje. Życzę Ci abyś trafił na lepszego egzaminatora niż ja. I pamiętaj - mów co myślisz po zdaniu egzaminu. Pozdro.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez xiang dnia Śro 19:10, 23 Gru 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
snikers1991
Wymiatacz
Wymiatacz



Dołączył: 22 Mar 2009
Posty: 1516
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 23 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: wodzisław śląski// MZ ETZ 251

PostWysłany: Śro 19:46, 23 Gru 2009    Temat postu:

nadaje sie to na niezla ksiazke Smile gratulacje, szkoda ze tak zle poszlo z tym prawkiem ale liczy sie zdanie, a i ten wypadek w dojczach ...
ale takie poswiecenie dla sprawy musze szczerze pogratulowac !

a 1 pyt poza tematem ;p jak dlugo to pisales ? 2-3 razy bez spacji wszystkie ą,ć,ź itp itd Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zuzia
Wymiatacz
Wymiatacz



Dołączył: 24 Gru 2007
Posty: 1563
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 60 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Mazowieckie

PostWysłany: Śro 20:46, 23 Gru 2009    Temat postu:

Oj długo Cię nie było. Miałeś niezłą szkołę życia i w przyszłości na pewno będzie Ci łatwiej, wg. mnie nie można rzucać całego dotychczasowego życia w kąt, dla jakiejś innej rzeczy, ale z drugiej strony gratuluję uporu i wytrwałości i jednocześnie tego zazdroszczę. Mnie chyba nie byłoby stać na takie poświęcenie Wink

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez zuzia dnia Śro 20:46, 23 Gru 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
xiang
Wymiatacz
Wymiatacz



Dołączył: 22 Paź 2008
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 21:57, 23 Gru 2009    Temat postu:

snikers1991 napisał:
nadaje sie to na niezla ksiazke Smile gratulacje, szkoda ze tak zle poszlo z tym prawkiem ale liczy sie zdanie, a i ten wypadek w dojczach ...
ale takie poswiecenie dla sprawy musze szczerze pogratulowac !

a 1 pyt poza tematem ;p jak dlugo to pisales ? 2-3 razy bez spacji wszystkie ą,ć,ź itp itd Razz


Około dwunastej zaczałem, pisałem od razu poprawnie (jakieś błędy na pewno tam są), wszystko z głowy, nie miałem jakiegos planu wypowiedzi, nie edytowałem. Zuzia - ja po prostu miałem taki charakter. Wszystko albo nic. Gdy będę robił prawo jazdy kategori A to już będę miał trochę inne podejście. Muszę obczaić jak to jest z barierami wiekowymi i prawkiem A1 A2 A itd. Ale napewno nię będę robił prawka na motocykl w Przemyślu, bo jak spotkam tego grubasa.... Ciekawe w jaki sposób pozbył się tej hary na szybie? musiało się kleić Razz


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zuzia
Wymiatacz
Wymiatacz



Dołączył: 24 Gru 2007
Posty: 1563
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 60 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Mazowieckie

PostWysłany: Śro 22:33, 23 Gru 2009    Temat postu:

Hehe, to motor na koło i grubas spada Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kornel9797
Wymiatacz
Wymiatacz



Dołączył: 05 Paź 2009
Posty: 927
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 4/5
Skąd: Wyżnica/Kraśnik

PostWysłany: Czw 7:10, 24 Gru 2009    Temat postu:

zuzia napisał:
Hehe, to motor na koło i grubas spada Very Happy


Heh jak by ci siadł z tyłu to byś cały czas na kole jechał.

A tobie to współczuje takiej sytuacji Crying or Very sad. Przesrane miałeś z takimi kursantami.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
LoKo994
Wymiatacz
Wymiatacz



Dołączył: 04 Maj 2009
Posty: 1080
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 29 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Oborniki WLKP

PostWysłany: Czw 10:11, 24 Gru 2009    Temat postu:

Przecież instruktor nie jeździ z kursantem,. tylko za nim samochodem Very Happy
kornel9797 tym tekstem to mnie troche rozbawiłeś Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum JAWA 50 i OGAR 200 FORUM Strona Główna -> Pogawędki Wszystkie czasy w strefie GMT
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Bluetab template design by FF8Jake of FFD
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Regulamin